Blog > Komentarze do wpisu
Nie tak! -wystawa w Muzeum Historii Żydów Polskich

W niedzielę, 26 października obejrzałam w komfortowych warunkach wystawę główną w Muzeum Historii Żydów Polskich, którą we wtorek (28.10.) otworzyli prezydenci Polski i Izraela. Było nas, zwiedzających wieczorem, niewielu, kilkanaście osób, znacznie mniej niż najrozmaitszych przewodników(czek), kuratorów i podkuratorów.

Przed zwiedzaniem przeczytałam chyba wszystkie możliwe teksty o tej fundamentalnej dla Muzeum ekspozycji (m.in.Mariana Turskiego, spiritus movens przedsięwzięcia, autorki ekspozycji prof.Barbary Kirshenblatt, Dawida Warszawskiego). Przyjęłam do wiadomości, że wystawa ma być nie o Zagładzie , antysemityzmie i "żydokomunie", ale o tysiącleciu zgodnego i harmonijnego na ogół współżycia na tej samej ziemi dwóch narodów , z których jeden zwał ją "Polską", a drugi "Po-lin"(tu odpoczniesz). Także fakt, że z najróżniejszych powodów (nie tylko Zagłady) nie zachowało się zbyt wiele materialnych świadectw egzystencji żydowskiej na polskich ziemiach (zwłaszcza w pierwszych jej wiekach).

Po latach przygotowań jest wreszcie dokonanie, cel życia sporej liczby osób. Tym, co przeżywam po obejrzeniu, jest jednak przytłaczające ROZCZAROWANIE!

Pierwsze galerie (mniej więcej do 1800 r.) to rzeczywiście opowieść o tym, co się działo (lub nie) i zachowane cytaty z listów i kronik. Autentycznych obiektów niemal całkowicie brak. Mniej więcej od przełomu XVIII i XIX wieku natłok i zgiełk materialnych świadectw najrozmaitszego rodzaju  - fotografii, dokumentów, ksiąg, dzieł sztuki, gazet- więcej niż pomieści głowa. Nie wiadomo, co ważne, a co mniej. Opisy lakoniczne. Dla kogo to ma być? Brak miejsca na refleksję, podsumowanie. Gdzie jest punkt kulminacyjny ekspozycji?

Nie tak, panie i panowie! Wiadomo było, oczywiście, że historia Żydów i Polaków parzy. Że kontrowersje, które wywołuje, przypominają zimną wojnę domową.

Ale tym większym błędem było przyjęcie profesorsko-poprawnościowej wersji, łagodzącej kanty, prześlizgującej się po najbardziej spornych kwestiach lub, kiedy było to zbyt trudne lub niemożliwe, po prostu omijanie ich. Po pierwsze nie drażnić, nie rozdrapywać, może się jakoś ułoży - tak chyba sobie myśleli autorzy. Niektórzy uzasadniali, że dla młodych Izraelczyków to ma być jednak coś więcej niż oglądane przymusowo w Polsce "Arbeit macht frei". Po obejrzeniu efektów takiego myślenia, jestem przekonana, że jednak trzeba było więcej samozaparcia i odwagi!

Tej ekspozycji brakuje wizji i ręki artysty. Dzisiejszego, artysty akcji, a nawet prowokacji, mimo że jej się u nas nie lubi!

Chyba tylko taki twórca potrafiłby znaleźć wyraz dla najostrzej      dzielących i wywołujących niemal furię i u Polaków i u Żydów spraw i doprowadzić wreszcie do prawdziwej rozmowy. Dotychczasowe - o Jedwabnem, o "Sąsiadach" i "Złotych żniwach"Tomasza Grossa - doprowadzały do awantur i zamykania się w sobie jednej i drugiej strony.

Na dowód możliwości, jakie zostały kompletnie przeoczone, przykład udanej akcji artystycznej. Wiadomo, jaką wściekłość u ludzi wzbudza pogranicze izraelsko-palestyńskie, potężny betonowy mur wzniesiony przez Izrael pomiędzy Jerozolimą a Ramallah, Jerycho i innymi palestyńskimi miastami Zachodniego Brzegu, które dzieli od stolicy rzut kamieniem.

I te kamienie są rzucane niemal codziennie.

Izraelska grupa Face2Face z własnej inicjatywy, na początku w atmosferze niechęci i skrajnej nieufności z obu stron umieszczała na szarym betonie gigantycznej wielkości plakaty z fotograficznymi wizerunkami Izraelczyków i Palestyńczyków strojących (po licznych namowach) "miny"- pełne wściekłości, nienawiści czy po prostu śmieszne. Zawieszano plakaty po dwa - na jednym było zdjęcie Palestyńczyka, na drugim Izraelczyka.

Akcja od początku bulwersowała przechodniów, zwłaszcza Palestyńczyków, spieszących do wojskowych check-pointów przy przejściach na swoją stronę. Ale i zaczepiony przez twórców chasyd zdenerwował się tak bardzo, że od razu chciał dzwonić po policję. Nie bardzo wiedząc co robić, aby go powstrzymać, plakaciści poprosili tylko o to, by powiedział. który z  sfotografowanych chłopców jest Żydem, a który Palestyńczykiem. I chociaż tamten krzyknął, że to oczywiste, pomylił się!

I już nie dzwonił po policjantów, a spokojnie obejrzał inne pary zdjęć. Stracił pewność siebie i znów się mylił. Wreszcie powiedział: ciekawa sprawa! I odjechał.

Mylili się zresztą niemal wszyscy. I co? Czyżby ludzie byli jednak do siebie podobni? Może da się rozmawiać mimo wzajemnych uprzedzeń, złości i nienawiści?

Są u nas artyści bardzo utalentowani, obdarowani intuicją i przenikliwością. Niektórzy z nich np.Paweł Althamer, Zbigniew Libera, Joanna Rajkowska znaleźliby sposób na podjęcie wyzwania, które stawia powstanie Muzeum Historii Żydów Polskich, na wzniesienie się ponad różne nienawistne nastroje, zaciśnięte usta i bojkoty.

Słyszę, że prace nad stworzeniem Muzeum i ekspozycji trwały wiele lat ( i bardzo drogo kosztowały). Dlaczego nie pomyślano o tak prostej i oczywistej sprawie jak udział w tym dziele artystów? 

                                                        joanna s. 


poniedziałek, 27 października 2014, rouge.noir

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: